Serwis obecny w sieci od 1996 roku! Bogaty zbiór unikalnych zdjęć i grafik Kalisza! Historia miasta od dziejów prastarych po II wojnę światową! Opisy obiektów architektonicznych oraz życia w dawnym Kaliszu! Kronika ważnych wydarzeń historycznych! Najstarsze zachowane plany miasta on-line! Czytelnia starych książek on-line! Skrócona historia miasta w 17 wersjach językowych!

Zabytki
Kaliskie Towarzystwo Wioślarskie

Prosna była zawsze rzeką kapryśną i najczęściej cechowała ją jedna z dwu skrajności: nadmiar lub brak wody. Od najdawniejszych lat na rzece kursowały promy i dopiero w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku pojawiły się pierwsze statki turystyczne.

Tymczasem w Warszawie i innych miastach zaczęto się coraz bardziej interesować sportem wioślarskim, modą, która przyszła do nas z Zachodu, głównie z Anglii. W 1878 roku powstało w Warszawie pierwsze w kraju towarzystwo wioślarskie, a w ślady Warszawy poszły wkrótce Płock, Włocławek i Kraków.

Powstanie jakiejkolwiek organizacji w Królestwie nie było mile widziane przez władze w Warszawie i Petersburgu, niezależnie od tego, czy miała ona charakter kulturalny, turystyczny czy sportowy. Dlatego też powstanie Kaliskiego Towarzystwa Wioślarskiego ma swoją ciekawą historię.

Wszystko rozpoczęło się już w 1885 roku. Wówczas to na Prośnie pojawiła się pierwsza łódź kilowa, należąca do właściciela miejscowego browaru, Wiktora Weigta, który z kilkoma rzemieślnikami niemieckiego pochodzenia odbywał przejażdżki po rzece, budząc tym zaciekawienie kaliszan. Wśród nich znajdował się młody adwokat, były członek Warszawskiego Towarzystwa Wioślarskiego, a późniejszy społecznik i redaktor ."Gazety Kaliskiej" - Józef Radwan. On właśnie pierwszy wysunął pomysł utworzenia towarzystwa wioślarskiego na wzór warszawskiego. Sekundował mu w tym ówczesny redaktor "Kaliszanina", Kazimierz Witkowski. Za składkowe pieniądze kupiono w 1886 roku łódź "Prosnę", a w rok później "Kaliszankę".

Na łodziach tych urządzano wycieczki do tzw. Diabelskiego Dołka i Piwonic. Po jednej z takich wycieczek przy kolacji w parkowej cukierni Wehnera powstał pomysł utworzenia i zalegalizowania kółka wioślarskiego. W tym pierwszym, nieoficjalnym posiedzeniu wzięło udział 30 osób; dokonano na nim wyboru pierwszego zarządu. Gospodarzem został J.Radwan, zastępcą - A.Henry, sekretarzem - A.Montaga, kasjerem - Przybyłowicz. Wybory odbyły się w 1887 roku, ale przez następnych sześć lat Towarzystwo działało konspiracyjnie, władze nie chciały się bowiem zgodzić na jego zalegalizowanie. W tym czasie kupiono nowe łodzie, którym nadano nazwy: "Sokół", "Jaskółka", "Strumyk", "Figlarka", "Józef", a do Towarzystwa należało już blisko 100 osób.

Do warszawskiego generała-gubernatora Hurki jeździł sam kaliski gubernator Daragan, ale i on nic nie wskórał. Na podanie z 1892 roku Hurko miał odpowiedzieć Daraganowi: "Może pan przywiezie do zatwierdzenia ustawę towarzystwa dorożkarzy (izowszczykow) i też będzie prosił o zatwierdzenie".

Bomba pękła w czerwcu 1894 roku, kiedy to z udziałem stu wioślarzy urządzono na Prośnie Wianki, połączone z żywymi obrazami i "nocą wenecką". Donos policyjny powędrował do Warszawy, a Daragan otrzymał od zwierzchników "wygawor" i polecenie, by skonfiskował sprzęt wioślarski, pociągnął winnych do odpowiedzialności i spowodował rozwiązanie nielegalnego towarzystwa. Daragan nienawidził Hurki, uciekł się więc do wybiegu i podsunął wioślarzom kaliskim myśl, by złożyli podanie o utworzenie w Kaliszu Oddziału Towarzystwa Ratowania Tonących (Impieratorskoje Rossijskoje Obszczestwo Spasanija na Wodach), należącego do filii warszawskiej, której centralne władze mieściły się w Petersburgu.

Pozytywna odpowiedź przyszła z Petersburga jeszcze w tym samym roku. Wybrano zatem pierwszy oficjalny komitet z Radwanem na czele, przyjęto dla wioślarzy umundurowanie na wzór Warszawy, na łodziach zawieszono flagi. Tak więc rok 1894 przyjmuje się oficjalnie za początek Towarzystwa Wioślarskiego w Kaliszu.

W latach 1894-1906 znacznie poszerzyła się działalność Towarzystwa. Obok turystyki zaczęto uprawiać sport wioślarski: wprowadzono regularne treningi młodych wioślarzy, naukę pływania i ratownictwa, zapoczątkowano regaty klubowe. W miejscach przeznaczonych do kąpieli utrzymywano regularne warty ratownicze. Za uratowanie wielu osób kilkunastu członków Towarzystwa otrzymało medale i listy pochwalne. W czasie powodzi wioślarze docierali z pomocą do zalanych wsi, dowożąc produkty żywnościowe, ratując ludzi i inwentarz.

Rok 1897 był początkiem kontaktów międzyklubowych na szerszą skalę, ponieważ wioślarze kaliscy otrzymali zaproszenie na regaty do Warszawy z okazji piętnastolecia istnienia tamtejszego Towarzystwa. Rozpoczęto w związku z tym intensywny trening młodzieży, starszyzna głowiła się nad zdobyciem funduszy na tak daleką i kosztowną podróż. Wreszcie w oznaczonym terminie specjalnie wynajęty dyliżans zawiózł drużynę kaliską do Kutna, a stamtąd już podróż kontynuowano pociągiem.

W Warszawie okazało się jednak, że regaty na Wiśle to nie to samo, co zawody na Prośnie, a wioślarze warszawscy górowali nad przeciwnikami przygotowaniem treningowym. Kaliskie Towarzystwo składało się przeważnie z młodych rzemieślników, nie zawsze dysponujących wystarczającą ilością czasu na treningi. Pomimo że Warszawa wystawiła kurtuazyjnie najsłabszą obsadę, kaliszanie przegrali, i to bardzo wyraźnie. Rozgoryczeni porażką, nie chcieli nawet początkowo przyjść na wspólną kolację. Spotkanie z warszawskimi kolegami podniosło niefortunnych debiutantów na duchu, zwłaszcza że w dowód uznania za sportową postawę sternik osady warszawskiej przekazał im zdobyte na regatach trofeum. Postanowili wtedy przyjeżdżać na zawody do Warszawy każdego roku, z mocnym postanowieniem pokonania rywali.

We wspólnej kolacji wziął również udział Bolesław Prus. Kiedy jeden z uczestników posiedzenia zadworował sobie z kaliszan, że nie są żadnymi wioślarzami, a tylko towarzystwem ratowania tonących, pisarz wziął gości w obronę: Cenić będę - powiedział - i chwalić nawet towarzystwo łapania much na ścianie, o ile to towarzystwo zrzeszać będzie w sobie dusze myślące po polsku i pragnące odbudowania Ojczyzny.

Zapał i wytrwałość kaliskich wioślarzy przyniosły owoce. Zbudowano przystań, kupiono kilka nowych łodzi, utworzono własny chór "Lira", konkurujący z powodzeniem z warszawską "Lutnią". Towarzystwo korzystało początkowo z lokalu użyczonego przez Kaliskie Towarzystwo Muzyczne, później wynajęło od miasta drewniany budynek, w końcu zdobyło własny lokal w gmachu byłego Hotelu Polskiego, co pozwoliło na zintensyfikowanie życia kulturalnego, zwłaszcza w okresie zimowym.

Wioślarze kaliscy wzięli gremialny udział w demonstracjach w 1905 roku na Zawodziu; urządzali konspiracyjne zebrania w Hotelu Polskim, nawoływali do bojkotu kupna trunków, by w ten sposób zmniejszyć dochody rządu carskiego.

W 1906 roku dokonano wreszcie zmiany nazwy z Towarzystwa Ratowania Tonących na Kaliskie Towarzystwo Wioślarskie. W następnym roku kaliscy wioślarze, spełniając przyrzeczenie sprzed dziesięciu lat, zdobyli pierwszą nagrodę na regatach jubileuszowych w Warszawie. Odtąd rozpoczęło się pasmo sukcesów, a kaliszanie zdobyli miano "niepokonanych brylantów". Sternicy: Prędkowski i Kosmalski oraz wioślarze: Netzel, Rudzki, Radajewski, Cygański, Olkowski i Janczewski stali się sławni nie tylko w świecie wioślarskim. Największe sukcesy odnosiła czwórka ze sternikiem w latach 1910-1913, biorąc udział w zawodach o "Złote Wiosło Królestwa Polskiego".

Podstawą dochodów Towarzystwa były dość wysokie składki członkowskie oraz opłaty z gier towarzyskich. Osoby towarzyszące wioślarzom płaciły tzw. balastowe. Z funduszów tych pobudowano w 1913 roku drewnianą przystań wioślarską.

Kaliskie Towarzystwo Wioślarskie należy do najstarszych klubów sportowych w Polsce. Przez kilka dziesięcioleci nadawało ono ton życiu kulturalnemu i towarzyskiemu miasta; było miejscem spotkań, gier i zabaw, urządzało najlepsze bale karnawałowe w mieście, prowadziło własną bibliotekę, organizowało imprezy kulturalne. Szczególnie uroczyście obchodzono otwarcie i zamknięcie sezonu wioślarskiego oraz puszczanie wianków na Prośnie. Warto w tym miejscu przywołać obraz takiej uroczystości obchodzonej w noc świętojańską 1902 roku: O godz. 9 m. 30 wieczorem na dany sygnał z mostu obok cukierni Wehnera rozległa się pieśń chóru kościoła Św. Mikołaja, a jednocześnie na rzece ukazał się korowód łodzi pięknie udekorowanych, który tworzyły: łabędź, gondola, okręt żaglowy, a w końcu dwie krypy z malowniczymi grupami, z których jedna Wyobrażała "Powitanie Oleńki przez Kmicica" z Potopu Sienkiewicza, druga zaś obozowisko Cyganów. Gdy łodzie z wolna przepływały wzdłuż brzegów przepełnionych tłumem publiczności, chór kościoła Św. Mikołaja i chór Towarzystwa Muzycznego, który zajął miejsce na wyspie, na przemian wykonywały pieśni, piękne zaś ognie sztuczne, puszczone z wyspy i z łodzi, tworzyły wraz z korowodem bardzo malowniczy obraz. Na zakończenie Wianków most naprzeciwko teatru stanął cały jakby w płomieniach, wśród ogni sztucznych ukazały się, poza transparentami, na wzniesieniu oraz na drabinie nadzwyczaj malownicze grupy straży ogniowej.

Tekst pochodzi z książki "W dawnym Kaliszu"
Autor: Edward Polanowski
Wydawca: Wydawnictwo Poznańskie, 1979r.